Prorok Codzienny
Nowy rok, Nowe marzenia, Nowe twarze!
Jak nasza społeczność czarodziejska wie, 17
stycznia odbyło się oficjalne rozpoczęcie roku w Argo Magic
School. Pierwszą klasę zasiliło sześć osób, do drugiej przeszły cztery osoby, dwie
pozostały w drugiej, by ją powtarzać. Do Kadry nauczycielskiej
dołączyło parę osób, upewniając grono pedagogiczne. Są to: stażysta Mateusz Webb, stażysta Lilith Grey-Martell,
profesor Luisa Rodriguez, profesor Monika Wojcicka oraz profesor Stephan
Rodriguez Sanchez. Wszystkim życzymy owocnej nauki oraz
dobrych zarobków!
Dyrektor Jo Grey odłożyła gazetę z ruchomym zdjęciem na okładce, które
przedstawiało ją, dyrektor Smith oraz dyrektor Willis. Z powodów osobistych
musiała na pewien czas wrócić do swojego rodzinnego miasteczka, zostawiając
szkołę w rękach pozostałych dyrektorek. Lecz nie wiedziała, że jej nieobecność
może sprawić tyle kłopotów placówce.
Dyrektor oraz jednocześnie profesor Numerologii czuła się jak ryba w
wodzie, mając władzę nad całą szkołą. Będąc odpowiedzialną także za gazetkę
szkolną, Aperacjum, skróciła czas przygotowania materiałów, by jak najszybciej
wydać najnowszy numer, a także bez niczyjej wiedzy, zminimalizowała
wynagrodzenie za pracę redaktora. Będąc nieobecną na swojej lekcji, dała
uczniom trudną pracę do zrobienia, a sama wybrała się wraz z profesor
Alessandrą Duss do Dziurawego Kotła na Pokątnej, by poplotkować ze swoją
przyjaciółką o sprawach codziennych.
- Pamiętasz jak robiłyśmy wieczorek OpCM? – zapytała Alessandra,
popijąc piwo kremowe.
- Ile Katie potrzeba do zabicia Aless? – powiedziała na głos dyrektorka.
– Jednej, bo Katie ma tasaka.
Obie zaśmiały się cicho pod nosami na to wspomnienie.
- Dlaczego Aless zabiera linijke do łóżka? – dopiero teraz miałą zamiar
się odgryźć.
- No?
- By zmierzyć ile spała. Hahahahaha – jej śmiech odbił się po sali.
Przez kolejną chwilę tak konkurowały sucharami, by zmienić temat. Nie
wiedziały, że w tym czasie do szkoły zawitała była dyrektorka, Olivia Duncanlewis,
by sprawdzić jak się sprawy mają. Zauważyła, że jedna ze stażystek, zamiast
pomóc przygotować się swojej mentorce na lekcje Transmutacji, a także pomóc
przy sprawdzaniu prac, przechadzała się po szkole, przygotowując psikusy dla
uczniów. Gdy weszła do pokoju nauczycielskiego, zastała małe grupki, po cichu
szepczące coś przejęcie między sobą. Gdy ją zauważono, ci którzy ją znali,
wstali by ją przywitać. Nie zdążyła mrugnąć okiem, gdy jej uszy zaatakowała
gama rozłoszczonych głosów.
- To jest nie do pomyślenia!
- Jak tak można?!
- Gdzie dyrektor Grey!? Ona by się tym zajęła!
Reszty nie zdążyła zrozumieć. Postarała się wszystkich uspokoić.
- O co chodzi? Co się stało? – zapytała, wywracając oczami, gdy atak
znów się rozpoczął.
W końcu złapała dyrektor Roxanne za rękę, a na resztę sali rzuciła
Silencio. We dwie usiadły na fotelach.
- Wytłumacz o co chodzi?
- Katie się rozszalała. Jo musiała wyjechać i zostawiła wszystko w
naszych rękach, ale Smith zachowuje się, jakby tylko ona była tu dyrektorką. Ktoś
usłyszał plotki, że chce nam obniżyć wypłaty. Zauważyliśmy, że Aless dostała
dodatek za prace, a profesor Martell nie śpi od dwóch dni, bo jej stażystka Lilith
błąka się po szkole, zamiast jej pomóc, a na słowa, że to jej obowiązek, chowa
się za słowami dyrektor Smith. Zresztą, uczniowie donoszą, że nawet nie
przychodzi na swoje zajęcia z Numerologii. Wśród skrzatów panuje zamęt,
ponieważ Katie nie zrobiła zamówienia na produkty spożywcze, a z banku znikają
sumy, podpisywane jej nazwiskiem, z tytułem „ Na potrzeby szkolne”. Uczniowie nie
dostali tegorocznej zapomogi na artykuły szkolne i teraz korzystają ze
wszystkiego w parę osób na raz. Opiekunowie domów nie wiedzą co mają
przekazywać swoim podopiecznym, bo od rozpoczęcia roku nie było żadnej rady
pedagogicznej. Kompletny armagedon! – zakończyła swoją wypowiedź profesor
Wróżbiarstwa.
Olivia siedziała chwilę w milczeniu, przetwarzając to, czego się
dowiedziała. Po chwili wstała i opuściła zaklęcie ciszy. Wszyscy popatrzyli na
nią wzrokiem pełnym napięcia, nadziei oraz pragnienia sprawiedliwości.
A Katie i Alessandra dalej w najlepsze popijały kolejne piwa kremowe.
- Jak tam twoja nowa miotła? – Aless bębniła palcami o blat.
- Dostałam cynka o najnowszym modelu. Ma mnóstwo nowych funkcji, GPS,
monitoring kolizyjny, oraz system bezpiecznego lądowania.
- Ile kosztuje?
- A nawet nie wiem, poszło na rachunek szkoły, wiesz?
- Nie za bardzo szalejesz?
- E tam! – Katie machnęła lekceważąco ręką, a na jej ręku zabłyszczała
nowa bransoletka z godłem szkoły.
W tym czasie do pokoju nauczycielskiego wleciała sową z zapakowaną
miotłą i karteczką polecającą do Katie Smith. Wszyscy przerwali oczekiwanie na
reakcje Olivii i podeszli do pakunku. Do brązowego papieru był przyklejony
rachunek. Olivia podeszła i oderwała go. Nadawcą był niemiecki koncern
wytwarzający miotły. Dane odbiorcy należały do Katie, lecz rachunek był
wystawiony na szkołę. Wynosił 2500 galeonów. Rozerwała papier przy rącze, a
wtedy ich oczom ukazał się srebrny napis BMW. Olivia spojrzała z powrotem na
paragon a na nim była zapisana także zawartość : Bezcenna Miotła Wygranych. W
sali zapadła niezręczna cisza.
Za to w Dziurawym Kotle o ciszy nie było mowy. Rechot kobiet zagłuszał
nawet męskie, pijackie awanturowanie. W końcu dokończyły czwartą kolejkę piwa,
a Katie wyleciała, zostawiając Alessandre z rachunkiem. Skierowała się do
sklepu Madame Malkin.
- Witaj złociutka. Wszystko czego potrzebujesz znajdziesz u Madame
Malkin! – zaświergotała kobieta.
- Dzień dobry. Potrzebuje eleganckiej sukni. Zbliża się Tydzień
Założycieli w szkole.
- Oczywiście. Proszę stanąć na podeście, zmierzymy panią.
Gdy Pani Malkin zebrała wymiary od Katie, zaczęła pytać ją o kolor,
wzór i temu podobne.
- Marzę o takiej długiej sukni, w niebieskim kolorze, najlepiej satynowa,
ze śliskiego materiału, z gorsetem, bym wyglądała na szczuplejszą, ze srebrnymi
dodatkami. Cena nie gra roli – widać było, że dyrektor Smith puściła wodze
fantazji. Madame Malkin popatrzyła na nią rozochocona wymagającym klientem,
przy którym mogła by się pochwalić swoimi zdolnościami krawieckimi. Uścisnęły
sobie ręce, a nim Katie puściła, powiedziała, by jej suknia była pierwsza w
kolejności. Wyszła ze sklepu zostawiając Panią Malkin wpatrzoną w swoją dłoń w
której znajdował się mały woreczek z wieloma galeonami. Na koniec podruży po
ulicy Pokątnej, Katie wybrała się do sklepu ze słodyczami Sugarpluma. Wykupiła
prawie pół sklepu, po czym obładowana torbami z czekoladowymi żabami, fasolkami
wszystkich smaków, dyniowymi pasztecikami, kociołkowymi pieguskami, likworowymi
pałeczkami i paroma innymi przysmakami ruszyła w kierunku pubu, by wrócić przez
kominek do swojego salonu w szkole. Ledwo odłożyła torby, a do jej drzwi
energicznie ktoś zapukał. Machnęła różdżką w ich stronę, a w progu zauważyła
prawie całe grono pedagogiczne tej szkoły, patrzące na nią z wyrzutem godnym
Pani Black. Została postawiona przed sądem. Wszystkie jej przewinienia zostały
spisane w liście. Na ramieniu Olivii siedziała sowa, gotowa dostarczyć list do
Jo.
- Masz dwie drogi do wyboru. Albo naprawisz wszystko, tak by nie
pozostał po tym ślad, albo list leci do dyrektor Grey. A wtedy sama się
będziesz tłumaczyć.
- Wejdźcie, wejdźcie. Usiądźcie wygodnie – zaprosiła wszystkich do
środka i poczęstowała ich nowo kupionymi słodyczami. Ich humory od razu się
poprawiły. – Zrobimy tak, każdy z was dostanie podwyżkę i po sprawie, co?
Po dłuższych namowach, nauczyciele zgodzili się na jej propozycję i
wyszli. W salonie została tylko Olivia, która od początku obserwowała ją,
milcząc. Katie zaproponowałą jej herbatę, a gdy kobieta się zgodziła,
niepostrzeżenie dolała jej do filiżanki eliksir zapomnienia. Podała filiżanki i
w ciszy piły, wpatrując się w siebie. W końcu Katie zapytała:
- Co cię sprowadza z powrotem w nasze mury?
- Powiem ci szczerze, że nie wiem. Pewnie chciałam odwiedzić starych
znajomych – odpowiedziała Olivia uśmiechając się. Dopiły herbaty i Katie
pożegnała byłą dyrektorkę ze skrywanym uśmiechem triumfu.
Mając nadzieję, że wyłgała się od odpowiedzialności, usiadła wygodnie w
fotelu. Po pewnym czasie jej zacisze przerwało kolejne pukanie do drzwi. Tym
razem stała w nich nie kto inny jak Jo Grey. Miała założone ręce na klatce i
wpatrywała się w Katie nieprzeniknionym wzrokiem. W głowie Katie nagle odezwał
się głos : *Jak anioła głos* „Lecz pod koniec dnia, wpada CBA, coś na mnie
maaaaaaaa!!!” Jej reprymenda trwała bite dwie godziny. W końcu musiała oddać
miotłę profesor Vicessy Piccifues, resztę smakołyków oddać na najbliższe
spotkanie rady pedagogicznej, Lilith nałożyć więcej obowiązków, a dodatek za
pracę przy gazetce opłacić z własnej wypłaty.
Morał z tej historii jest krótki i niektórym znany, nie zostawiaj Katie
samej, gdy Jo jest poza murami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz