UWAGA!
OPOWIADANIE CAŁKOWICIE WYMYŚLONE! NIE MIAŁO NA CELU NIKOGO
OBRAZIĆ! AUTORKA PISZĄC TO BYŁA ODURZONA PRZEZ CUKIERKA OD KATIE SMITH!
AUTORKA NIE PONOSI ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA ZMIANĘ PRACY
MÓZGU NASTĘPUJĄCEJ PO PRZECZYTANIU OWEGO TEKSTU! BARDZO MOŻLIWE, ŻE CZYTAJĄC TO
OPOWIADANIE, STRACICIE NADZIEJĘ W PRZETRWANIE DLA LUDZKIEGO GATUNKU.
BEZ ODBIORU.
Przygotowania do końca roku szkolnego (a także świąt Bożego
Narodzenia) szły pełną parą.
Dziewczyny z klasy pierwszej nieustannie szeptały coś sobie nawzajem
na ucho, uczennice klas drugich co chwila biegały w te i we w te odznaczając
coś na kartkach, a nauczyciele przyglądali się temu wszystkiemu z uśmiechami,
przypominając sobie, jak to kiedyś sami byli takimi małymi, ,,uroczymi’’
dziećmi. Jedynie chłopcy zachowywali się pozornie normalnie, lecz w
dormitorium, leżąc na łóżku ich myśli sięgały do zbliżającego się Balu
Bożonarodzeniowego - Imprezy ostatecznie kończącej rok szkolny. Ale cóż się
dziwić? To właśnie chłopcy mieli ten niefart zapraszania dziewczyn na bal. Samo
zaproszenie było nie lada wyczynem, a przyjście na bal bez
partnerki...największym upokorzeniem. Taki to właśnie dylemat miał Karol
Moranis.
Co prawda podobała mu się pewna dziewczyna, ale jak do niej
zagadać? A co, jeśli odmówi?
Takie o to pytania zadręczały głowę orła podczas lekcji
numerologii.
- ...I tak właśnie oblicza się wibrację temperamentu. Jakieś
pytania? - Spytała prof. Smith, spoglądając na uczniów z błyskiem w oczach.
Większość uczniów uważała na jej zajęciach, w końcu to numerologia. Zdarzały
się jednak wyjątki, takie jak Karol. Jednak cóż mu się dziwić? Gdy w grę
wchodzą dziewczyny, Karol zawsze tracił głowę.
- Brak, no dobrze. Przejdźmy do zadań. Proszę otworzyć
książkę na stronie trzysta dwadzieścia cztery. Kto przyjdzie do tablicy, aby
wykonać zadanie pierwsze?
Przez całą lekcję Karol myślał tylko o jednym: Jak ją
poderwać?
Trzy dni później, śniadanie.
- Merlinie, Karol. - Westchnął Mateusz, spoglądając na
przyjaciela z irytacją. - Od tygodnia gadasz tylko o niej. Weź ją spytaj i
będzie z głowy.
- Łatwo ci mówić. - Prychnął Karol. - Ty już masz to z
głowy.
Oczywiście. Lilith Grey rodowita ślizgonka, i powód
westchnień Webb’a. Spiknęli się zupełnie przypadkiem, a dokładnie dzięki
szkolnej swatce....nauczycielce Quidditcha, Vicessy Piccifues.
Bo prawda jest taka, że prof. Piccifues ma dziesiątki spraw
na głowie, a znajduje czas na szczerą rozmowę z uczniami. Tak więc kiedy
zaobserwowała, że oboje uczniów czuje do siebie mięte, (na tyle dużą, że
zaczęli ignorować jej lekcje) postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce.
Upozorowała kilka wypadków, aby ich zbliżyć, ale niestety, nic to nie dało. W
końcu zauważyło to reszta nauczycieli.
- Dzieciaki zaczęły zwracać uwagę na płeć przeciwną. -
Westchnęła Jo. - Wiecie co to znaczy?
- Poczuli urok świąt? - Spytał Camil z ironią w głosie.
Prof. Martell i Smith parsknęły śmiechem.
- Urokiem świąt są prezenty! - Zaprotestowała Katie z
oburzoną miną, lecz w jej głosie kryła się nutka rozbawienia. Vicessy pokiwała
głową, przymykając oczy.
- Zaczną romansować na lekcjach.
- Przestaną uważać. W najgorszym wypadku pogorszą się oceny.
- Stwierdziła Madi, popijając kawę. Jo pokiwała głową - o dziwo - z wielką
powagą.
- Lilith i Mateusz, Luisa i James, Clary i Albus, Mirii i
Scorpius, Karol i… - Zaczął wyliczać prof. Rain.
- Nie mów. Od samego słuchania tego wyliczania mnie głowa
boli. - Stwierdziła Maja, wzdychając ciężko. Nauczyciele jeszcze kilka minut
spędzili w pokoju nauczycielskim, wspominając ich ,,stare, dobre czasy’’, aż w
końcu zabrzmiał dzwonek i wszyscy - nauczyciele i uczniowie - z wyraźną
niechęcią ruszyli do klas.
- Spaaaać… - Sapnął Mateusz, padając na stertę książek
znajdującej się na jego biurku w dormitorium. Zerknął na łóżko współlokatora; z powodów obcięcia
kosztów klasa druga mieszkała w tym samym pokoju co pierwszaki. Trochę
niekomfortowa sytuacja, ale co zrobić? Wszystko wina zarządu, który płaci za
mało.
- Gdyby to było takie proste… - Westchnął Karol, a Mateusz
pokiwał głową.
- Taaa. Wypracowanie z numerków...I to dwa dni przed balem!
- Potwierdził. Karol spiorunował wzrokiem Mateusza, ale nie odezwał się ni
słówkiem; nie mógł przecież powiedzieć, że chodziło mu o sytuację z nią, a nie
głupie zadanie od prof. Smith. Jednak Mateusz od razu zauważył, że przyjaciela
nadal dręczy sprawa balu.
- Możesz spytać się Call. - Zaproponował. - To w końcu jej
najlepsza przyjaciółka, będzie wiedzieć, czy chce z tobą iść.
Tak o to Karol (Eugeniusz) Moranis poszedł na boisko, gdzie
Calleigh, Jessica i Ola ,,poprawiały’’ oceny z Quidditcha. Prof. Piccifues
opowiadała im kawały, a one - chcąc zaliczyć przedmiot - śmiały się z nich mimo
ich braku jakiegokolwiek sensu. Karol podszedł do Call i poprosił ją na słowo
na osobności i wyjaśnił całą sprawę.
- Jeszcze nikt jej nie zaprosił, jeśli o to Ci chodzi. -
Odparła. Jednak nie o to dokładnie chodziło biednemu Karolowi. Chciał wiedzieć,
czy zgodziłaby się iść z nim na bal, żeby nie dać plamy.
Tyle tylko, że nie miał większego wyboru, jak spytać się jej
osobiście.
- To nie takie trudne… - Pocieszał go Mateusz. Ale Karol go
nie słuchał. Trema zjadała go strasznie, gdy kierował się do stołu, przy którym
siedziała, aby spytać się o bal, który zbliżał się nieuchronnie.
Stchórzył jednak w ostatniej chwili i skręcił do stołu
orłów.
- Merlinie, daj mi siły… - Jęknął Mateusz. Karol zarumienił
się.
Jednak to wszystko obserwowali nauczyciele, którzy coraz
bardziej zainteresowani byli poczynaniami Karola…. Niektórzy byli rozbawieni, a
niektórym zaczęło się robić żal Karola. Jednak nikt nie ruszył mu na pomoc - w
końcu nauczyciele to tak naprawdę w większości lenie blaszane.
Kolejny dzień nie był lepszy. Karol co prawda próbował
podejść do Anastazji, jednak na nic jego starania; za bardzo się wstydził.
Miały dni, a data balu zbliżała się nieuchronnie. Speszony,
wrażliwy, biedny Karolek nie wiedział, jak wyznać Anastazji, iż marzy, by
poszła z nim na bal.
W końcu nastał dzień, na który wszyscy czekali. Dzień Balu
Bożonarodzeniowego.
- Obiad to twoja ostatnia szansa. - Warknął Mateusz. - Jak
nie chcesz iść sam, to się jej spytaj!
Karol przełknął ślinę i spojrzał na Anę. Jej piękne, czarne
(?) włosy rozwiane były we wszystkie strony, tworząc wręcz bajkową kompozycję.z
jej mundurkiem i herbem lwów.
Wiecie co zrobił? Podszedł do niej.
- Heeeej… - Jęknął, patrząc jej w oczy.
- Hej. - Odpowiedziała sucho, przyglądając się Karolowi. - O
co chodzi?
- Czy bal chciałby pójść ze mną na ty?
Przerywamy program dla nadania ważnego komunikatu: Wesprzyj
ludzi, których brak pewności siebie! Już jutro pod Ministerstwem Magii będą
zbierane pieniądze dla tych biedaków!
- Tak, bal i ty jesteście ze sobą na Ty. - Odparła
rozbawiona zachowaniem Karola.
A więc dał plamę. Karol wytrzeszczył na nią oczy, a potem,
jak każdy porządny chłop, któremu coś nie wyszło, poszedł spać (czytaj:
zemdlał)...
- MERLINIE! - Krzyknął Camil, zrywając się z krzesła, na
którym zasnął. Znowu zasnął przy uzupełnianiu dzienników. Jo go zabije, jeśli
nie uzupełni ich na czas. Ale cóż zrobić, kiedy ta robota jest taka...nudna? Aż
tak, że biedny prof. Rain przy niej zasypia i śni o jakiś cudach nie widach…
- Anastazja i Karol… - Parsknął śmiechem, kręcąc głową. -
Prędzej Katie przeżyje dzień bez snu.
Ale jak się o tym dowiedziałam, spytacie? Na radzie
nauczycieli zaczęliśmy opowiadać śmieszne historyjki, i tak się złożyło, że
Camil zaczął opowiadać o swoich snach. I tak o to dowiedziałam się o tym
dziwnym koszmarze i mogę napisać o tym wam! Lecz nie martwcie się, kochani.
Możliwość, że takie coś się wydarzy w prawdziwym świecie, wynosi 0,01%.
Więc proszę was, nie denerwujcie się na mnie. To tak
naprawdę..Tylko wytwór ludzkiej wyobraźni, która nie ma granic!
Ale kto wie, może to był jeden z tych proroczych snów…
Pozdrawiam i Wesołych Świąt (pełnych miłości)!
Prof. Vicessy Piccifues
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz